Menu Content/Inhalt
Start - Timszel wita arrow Timsze-linki arrow Kuba F. o co-workingu
Co-working Drukuj
Wpisa: Timszel   
05.12.2007.

Spis treci

Przedrukowane  z    NEWSWEEK     9.12.2007 

Wespół w zespół.

  CO-WORKERZY Adama Zygadlewicza (pierwszy z lewej), Wiktora Schmidta i Jakuba Filipowskiego połączyło narzekanie na pracę w domu, gdzie trudno narzucić sobie dyscyplinę pracy biurowej. Dziś radzą innym: łączcie siły

  Zaczęli pracować w domu, bo mieli dość korporacji,  sfrustrowanych szefów i sztywnych godzin pracy. Teraz sami   zakładają własne biura.

Adam Zygadlewicz miał dość sa­motnej harówki w domu. Za­czął mu szwankować orga­nizm, bo nie dawał sobie chwi­li wytchnienia, nieustannie ślęczał nad projektami marketingowymi. -Walczyłem ze sobą, by choć na chwilę wyjść na spacer, ale byłem ciągle zajęty - opo­wiada. Również Wiktor Schmidt po roku pracy wt domu poczuł, że staje się niewy-dajny. Nie mógł już przyjmować tylu zle­ceń co dawniej. Rozpraszało go wszystko, nawet - a może zwłaszcza -jego dwoiletnie dziecko.

Obaj uciekli z korporacji, ale w domu dopadła ich inercja. - Elastyczny czas pra­cy wydaje się z początku bardzo atrakcyj­ny ale po pewnym czasie staje się dołują

cym przekleństwem, dezorganizującym ży­cie rodziny. TVlko ktoś o silnym samozapar­ciu może w warunkach domowych narzu­cić sobie normy i styl pracy biurowej - mó­wi dr Jacek Pluta, socjolog z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Adam i Wiktor natrafili w necie na Kubę Filipowskiego, który zwierzał się na jed­nym z forów: „Zostawiam etat i usamodziel­niam się. Tylko nie podoba mi się wizja pracy w domu. To nie dla mnie. Jest zbyt wiele rozpraszaczy i brakuje bezpośrednie­go kontaktu z ludźmi" - pisał 22-letni web--designer. I tłumaczył, na czym polega idea co-wrorkingu: paru wolnych strzelców wy­najmuje biuro, każdy pracuje dla siebie, a w razie potrzeby pomagają sobie.

 


Zmieniony ( 07.12.2007. )